Krótka bajka na dobranoc

Rozstrzygnięto konkurs literacki „Krótka bajka na dobranoc”. Jury powołane przez organizatorów (M-GOK, Biblioteka) postanowiło przyznać dwa równorzędne wyróżnienia w kategorii wiekowej dorośli. Wyróżnienia otrzymują Elżbieta Moskalewicz-Strojna oraz Jan Wysopal. Ciekawostką jest, że oboje zwycięzców napisało bajkę o zwierzątku, pani Elżbieta o kotce, a pan Jan o piesku. Co zaskakujące, oboje zawarli w swoich bajkach podobny morał. W kategorii 7-12 lat wyróżnienie przyznano jedenastoletniej Soni Tomasik. Sonia napisała bajkę, której akcja dzieje się w przyszłości, a jej głównym bohaterem jest Gryf. Wszystkim serdecznie dziękujemy za udział i zapraszamy do zapoznania się ze zwycięskimi bajkami. 

Elżbieta Moskalewicz-Strojna – W ogrodzie, w domku małym
W ogrodzie, w domku małym, kot śnieżnobiały mieszka.
Nazywa się Wełenka.
Lecz nie jest to kot chłopiec, tylko kot panienka.

Co rano na różowo maluje ostre pazurki,
koronki, wstążki wkłada i wiąże barwne sznurki.
Pachnąca, wystrojona układa się w hamaku,
a koty jej sąsiadów chichoczą się zza krzaków.

W południe biały kocyk kładzie koło jawora,
wyjmuje srebrne garnki, na obiad przyszła pora.
W wazonik na kocyku wstawiła kacze piórko,
dmuchawce, dwa żonkile związała białą chmurką.

Na obiad zjadła zupę z porannej mgły, dwóch muszek,
popiła kroplą rosy, na deser ma okruszek.
Umyła srebrne garnki,zwinęła równo kocyk,
czesała białe futro, cierpliwie czeka nocy.

Ciepłą i cichą nocą odwiedzi przyjaciółki,
wybiorą się nad rzeczkę, potem do leśnej szkółki.
Dobra i mądra kotka – myślicie pewnie dzieci,
nic złego jej nie spotka, lecz kotka ma sekrecik.

Ta kotka na kolację zajada wciąż słodycze.
Karmelki, krówki, wafle i watę na patyku
wyciąga z różnych schowków, schowała je w koszyku.

A morał taki z bajki: hej, kotko śnieżnobiała,
czy rozum cię zawodzi?
Wiedzą to nawet dzieci:
nadmiar słodyczy szkodzi.


Jan Wysopal – O psie Łatku i Totkowym dziadku
Niedaleko miasteczka stała chatka
był to dom rodzinny pieska Łatka
Mieszkał tam dziadek zwanym Totkiem
Gdyż namiętnie zajmował się totolotkiem

Łatek to psotny psiak wesoły
zawsze biegał wokół stodoły
szukał kosteczek, straszył kury
w płocie szukał dużej dziury

Bo z tej dziury pani Sąsiadka
dokarmiała pieska Łatka
Gdyż apetyt miał ogromny
i do słodyczy był bardzo skłonny.

Pewnego dnia w dniu Wigilii
Łatek przemówił ludzkim głosem.
Hej dziadku! Daj mi czekoladki
Co babcia przed Tobą chowa do szufladki

Dziadek się zdziwił lecz odpowiedział
Choć o czekoladkach w szufladzie nie wiedział
Drogi Łatku, pieskom nie wolno jeść słodyczy
Gdyż najważniejsze jest zdrowie i to się liczy.

Tutaj sprytny Łatek szepnął
Psim węchem tak sobie czuję
jakie to w sobotę numerki
Pan totolotek nam wypluje.

Dziadkowi oczy się zaświeciły
Nie czekając dłuższej chwili
Z szufladki wyciągnął czekoladki
Oraz długopis by zrobić notatki

Jednak zawiódł się ON srodze
Wigilia minęła i Łatek tylko zaszczekał
wylizał wszystko to co było na podłodze
Dziwnie popatrzył i zaczął uciekać.

Morał z tej bajki drogie dziatki
Z umiarem jedzcie czekoladki
i nie grajcie w gry liczbowe
bo to bardzo jest niezdrowe.

Sonia Tomasik – Krótka bajka na dobranoc

Ta bajka nie dzieje się ani dawno, dawno temu, ani w dzisiejszych czasach, ale w przyszłości. Konkretnie – w XXIII wieku. Pewnego razu w Gryfowie Śląskim, podczas świętowania ,,Nowej epoki technologicznej” mer (burmistrz) wziął głęboki wdech i ogłosił: – W związku z panującą uroczystością chciałbym ogłosić, że rodzina Poziomkowskich odkryła niesamowite wykopalisko, a mianowicie jajko Gryfa. To stworzenie mogłoby zagrażać planecie i byłoby niczym broń nuklearna.

Przez chwilę nikt nie uwierzył i pomyślał, że to jakieś brednie, bo przecież nasi ,,przodkowie” odnaleźliby to przed nami. Mimo wielkiego przerażenia, ludzie byli ciekawi znaleziska. Mer polecił, aby wszyscy uważali na siebie, ponieważ może być więcej takich jaj. Trwające poszukiwania nie przynosiły pozytywnych rezultatów. Cały Gryfów był przekopany, a przemieszczanie się po nim bardzo trudne, ale mieszkańcy jeszcze sobie radzili. Tydzień później zamknięto wszystkie szkoły i zakłady pracy. Przez okna można było jedynie ujrzeć autonomiczne roboty drogowe, samodzielne koparki oraz wielkie zagłębienia. W domach ilość pożywienia cały czas się zmniejszała, aż w końcu poszukiwania zostały przerwane. Tylko, że było za późno. Po jakimś czasie, gdy stan Gryfowa się polepszył, Liam – znany jako świetny konsultant mera, zauważył na jajku niewielkie szczeliny. Od razu zwołał wszystkie roboty od skanowania i odkrył, że w jajku jest Gryf.

– Nie wiem jak to możliwe, ale ten Gryf żyje! – krzyknął.

Nagle przyszedł mer i powiedział:

– Nie krzycz tak, bo ogłuchnę. Co się stało, Liamie?

– W tym jajku jest Gryf! – rzekł z przestrachem.

– Niemożliwe! – wystraszył się mer.

– No i w tym tkwi kostka!1 To najprawdziwsza prawda! – wrzasnął Liam.

– Liamie pokaż mi ten skan… Rzeczywiście to Gryf! – oznajmił zdumiony mer. – Trzeba jak najszybciej powiadomić inżynierów i programistów, aby stworzyli roboty od budowania kopuł. Stwierdzam z przykrością, że będziemy musieli ostatecznie opuścić nasze piękne miasto i je zabudować.

Od tej chwili Liam nie odezwał się do nikogo. Następnego ranka mer zorganizował pilny apel, aby zapoznać wszystkich mieszkańców Gryfowa ze swoim postanowieniem.

– Uwaga! Uwaga! Jestem zobowiązany ogłosić, że będziemy musieli zabudować to miasto wraz z jajkiem Gryfa.

– Nie, to nie może tak się skończyć! Musi być inne rozwiązanie! – płakali mieszkańcy.

– Niestety! To jedyna możliwa opcja – powiedział ze smutkiem mer.

Po czym odszedł, a w oddali było jeszcze słychać szlochy, lamenty i płacze.

Nagle 11-letnia dziewczynka – Mia, z rozżaleniem i jednocześnie w buntowniczym nastroju, pognała w ślad za merem. Dla dodania otuchy powtarzała sobie w duchu:

– Nie będę opuszczała miasta, w którym się urodziłam i mieszkam.

Gdy już do niego dobiegła, powiedziała:

– Przepraszam bardzo, ale muszę zaprotestować Merskiej decyzji.

– Moja mała. Rozumiem, że nie zamierzasz opuścić tej miejscowości, ale nie ma innego wyjścia – stwierdził mer.

– Właśnie, że jest – mówiła z uporem Mia. – Można by zwołać takiego sławnego zaklinacza zwierząt, którego widziałam na Rytubinie (następcy dzisiejszego Youtube). I co Pan sądzi?

Zapadła chwila ciszy i zastanowienia, a potem mer ukląkł i krzyknął:

– Jesteś zbawieniem całego Gryfowa! Czemuż ja o tym nie pomyślałem?! Teraz szybko trzeba wycofać rozkaz i jak najprędzej sprowadzić tego zaklinacza. Jeszcze raz dziękuję!

Mia już miała odpowiedzieć, ale mer zniknął za zakrętem na ulicę Planowaną. Zaraz potem zdzwonił się z inżynierami i z zaklinaczem. Ten od razu przyjął propozycję, czym prędzej wystartował hydroekspresem i po sekundzie już był na miejscu. Mer chodził po ulicach miasteczka i krzyczał przez megafon o zbawieniu i zaklinaczu. Chwilę później gdy, Gryf się wydostał z łupinek po jajku, mieszkańcy zebrali się na świeżo wybudowanym placu i uważnie przysłuchiwali się dziwnym odgłosom dochodzącym z ust zaklinacza.

– Korechiwyua atakama kimjehta mrewikap osotiqa – mówił, a Gryf na to:

– Skrzek, skrzek, skrzek – a potem – ijuwiju kłak ! – i stał się milutki jak aniołek.

Tydzień później okazało się, że dzięki świetnemu pomysłowi Mii Gryfów stał się najpotężniejszym miastem na świecie, ponieważ Gryf był posłuszny i pomocny, a zaklinacz nawet nauczył go mówić po polsku. Gryfów wpisano również do Księgi Rekordów Guinnessa jako jedyne miasto posiadające stworzenie mityczne z cechami ludzkimi. Od tego czasu Gryfów słynął z przyjaznego stworzenia, które wszyscy chcieli zobaczyć. Ponadto, dzięki Gryfowi, ta miejscowość stała się najbogatszym miastem, które rozwijało się w okamgnieniu.

Koniec.

This entry was posted in Aktualności. Bookmark the permalink.

Comments are closed.